wtorek, 30 września 2014

Tort z tęczą


Moja pociecha ma już 2 latka :) Jak ten czas leci! Jeszcze wczoraj maleńki niemowlaczek co to cały świat widział w mamie a teraz podrośnięty dobrze chłopczyk co to chce wszystko sam robić! ;) W ramach wielkiego, małego, urodzinowego świętowania postanowiłam zrobić tort z ... tęczą! :) Mignęło mi gdzieś na kilku blogach parę postów z tą iście bajkową dekoracją, ale ciężko było mi się zdecydować, który wariant wybrać, bo w każdym przepisie coś mi nie pasowało. Ostatecznie "skleciłam" moje ciasto idealne z 3 rożnych przepisów (co i skąd wzięłam w linkach poniżej). I tak oto wygląda tort z tęczą w moim wyobrażeniu. Jak dla mnie piękny i niezawodny - dal mi dużo satysfakcji i co istotne bardzo smakował wszystkim moim znajomym i oczywiście mojemu małemu solenizantowi! :)


Tort z tęczą

Składniki:

Na biszkopt:
(Możecie go upiec dzień wcześniej)
  • średnich jajek w temperaturze pokojowej
  • 150 g cukru
  • 130 g mąki
  • 20 g mąki ziemniaczanej lub skrobi kukurydzianej
Na krem z nutella i mascarpone:
  • 147 g nutelli
  • 210 g mascarpone
  • 45 ml śmietany kremówki 36%, płynnej nie ubitej
Dodatkowo:

  • 200 g konfitury malinowej bez cukru lub niskosłodzonej

Na poncz:
  • 150 ml letniej wody 
  • 1 łyżka soku z cytryny lub więcej
  • 3 - 4 łyżeczki cukru, w zależności od upodobania

Na dekoracje:
  • 200 ml śmietany kremówki 36% do ubijania
  • 1 opakowanie utrwalacza do śmietany (10 g) - opcjonalnie
  • 250 g mascarpone
  • łyżka cukru pudru
  • kolorowe drażetki typu Smarties lub M&M's (ile trzeba)
  • kilka pianek Marshmallow w kształcie białych kwiatów (np. Haribo  Marshmallow Flower)
  • srebrne i złote perełki

Procedura:


Wbijcie jajka do obszernej miski i rozbełtajcie je lekko. Dodajcie cukier i ubijajcie mikserem na najwyższych obrotach, bardzo długo i starannie, aż do momentu kiedy masa stanie się jasna, błyszcząca i puszysta (zajmie to Wam ok. 15 minut). Dodawajcie teraz stopniowo przesiane obie mąki i ostrożnie mieszajcie łopatką (już nie mikserem!) od góry do dołu aby masa nie opadła. Przygotujcie tortownice 22 cm, wysmarujcie ja tłuszczem e oprószcie mąką lub wyłóżcie papierem do pieczenia. Przelejcie do niej gotową masę, starając się rozprowadzić ja równomiernie po całej tortownicy. Przy pomocy łopatki wyrównajcie tez wierzch masy, jednak bardzo delikatnie. Umieśćcie tortownice w nagrzanym piekarniku do 170°C i pieczcie tak przez ok. 10 minut a następnie podnieście temperaturę do 180°C i pieczcie jeszcze przez kolejne 20 minut. (możecie dla pewności sprawdzić patyczkiem). Wyjmijcie z piekarnika i odczekajcie jakieś 10- 15 min. a następnie usuńcie obręcz tortownicy i zostawcie tak biszkopt do całkowitego ostudzenia ( jeśli nie macie dużego doświadczenia z pieczeniem i jest problem z wyjęciem biszkoptu z formy, wystarczy jedynie obkroić całe ciasto dookoła gdy jest ono jeszcze w tortownicy - krojąc np. nożykiem wzdłuż obręczy; wtedy bez problemu je wyjmiecie bez obawy o uszkodzenie).
Przystąpcie teraz do przyrządzenia kremu z nutellą i mascarpone: Przy pomocy łopatki wymieszajcie krótko nutelle i mascarpone, dodawajcie stopniowo płynną śmietanę kremówkę (nie ubijaną!) tak aby uzyskać pożądaną konsystencję masy. Przekrójcie biszkopt na 3 blaty i nasączcie pierwszy krążek 1/3 części przygotowanego ponczu. Rozsmarujcie na nim cały krem z nutellą i mascarpone i przykryjcie to drugim krążkiem biszkoptu; znów nasączcie połową pozostałego ponczu a następnie posmarujcie po wierzchu konfiturą malinową. Ułóżcie trzeci krążek i także ten nawilżcie resztkami ponczu. Cały tort lekko przyciśnijcie od góry, aby warstwy się do siebie nieco zbliżyły (nie przesadzajcie jednak bo "uciekną" Wam obie masy ;).
Przystąpcie teraz do wykonania dekoracji tortu: ubijcie na sztywno zimną śmietanę razem z cukrem pudrem i utrwalaczem do śmietany, a następnie połączcie ją ostrożnie z mascarpone. Posmarujcie dokładnie cały biszkopt, łącznie z bokami. Na końcu ułóżcie na torcie dekoracje z kolorowych drażetek tworząc tęczę i zróbcie chmurki z marshmallow ( przekrójcie na pół jeden piankowy kwiatek, lekko go ściśnijcie aby przypominał chmurkę i połóżcie na torcie, gdzieś pod tęczą), pomiędzy chmurkami możecie tez wyłożyć kilka złotych i srebrnych perełek. Gotowe! Dekoracje najlepiej jest robić tuz przed podaniem żeby uniknąć ryzyka iż kolorowe drażetki "puszczą" kolor i tort stanie się przez to mniej estetyczny. Tort należy przechowywać w lodówce.


ŹródłoPrzełożenie:  http://gotowaniecieszy.blox.pl/2014/05/Tort-dla-dzieci.html
                 Dekoracja: http://najsmaczniejsze.pl/2014/04/tort-z-tecza/
               Biszkopt:  przepis klasyczny - na 1 jajko przypada 30 g cukru i 30 g mąki


piątek, 19 września 2014

Gruszkowy cobbler z cynamonem


Ku uciesze jednych a ku rozczarowaniu drugich zamykam sezon gruszkowy na moim blogu (przynajmniej narazie). Czas pogrzebać za czym innym. ;) I tak gruszki w tej ostatniej odsłonie jawią się jakby "zawieszone" pomiędzy deserem "łyżeczkowym" a ciastem. Nie wiedzieć gdzie to zaklasyfikować. Owy cobbler, ponoć amerykański, jest w smaku dość rustykalny i banalny; to tak jakby owoce w cieście naleśnikowym. Niby przypomina francuski clafoutis, ale jakoś (jak dla mnie) jest od niego zbyt odległy i zdecydowanie mniej delikatniejszy. Jakkolwiek by nie było cobbler robi się łatwo i jest dobrym pomysłem wypróbować go zwłaszcza, gdy ma się  w lodówce "zasiedziane" gruszki, które trzeba szybko zużyć ;)  Do dzieła!

 Gruszkowy cobbler z cynamonem

Składniki:


250 g mąki
135 g cukru
150 g masła (w oryginale 200 g)
400 ml mleka
6 dojrzałych gruszek
sok z cytryny (ile trzeba)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
2 łyżeczki proszku do pieczenia (10 g)


Procedura:

Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić wzdłuż każdą na 6 kawałków i skropić sokiem z cytryny, aby ściemniały. Do dużej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia a potem dodać 90 g cukru, wymieszać. Dodać następnie 120 g miękkiego masła i zagniatać całość ręcznie do momentu otrzymania konsystencji okruchów. Partiami wlewać teraz mleko, mieszając drewnianą łyżką lub szpatułką, aż ciasto będzie jednolite a wszystkie składniki dobrze się połączą. Umieścić resztę masła w formie o wymiarach 20 x 24 cm (u mnie kwadratowa forma o boku 21 cm) i rozpuścić je w ten sposób w nagrzanym piekarniku w temp. 180 ° C. Wyjąć foremkę z masłem i przechylając ja na boki rozprowadzić po całej jej powierzchni roztopiony tłuszcz. Natychmiast przelać do niej ciasto i ułożyć na nim gruszki, brzuszkami do dołu. Posypać je równomiernie pozostałym cukrem, wymieszanym z cynamonem. Włożyć foremkę do piekarnika i piec cobbler przez ok. 45 min. w 180°C. Podawać na ciepło lub na zimno.

Źródło: Włoskie czasopismo: Cucina moderna Oro "ABC delle torte" Nr 107 - 2014


piątek, 5 września 2014

Brownie z gruszkami


Już od jakiegoś czasu korciło mnie aby wypróbować jeden przepis na brownie. Chciałam upiec je w sezonie truskawkowym ale jakoś mi to umknęło... Najważniejsze, że już jest - co prawda jesienią - ale przecież gruszki doskonale się z nim komponują - zarówno kolorystycznie jak i smakowo. Ciasto wyszło takie jak powinno; przyjemnie wilgotne i delikatne, nieco piankowe. Cos wspaniałego! Upiekłam je już dwa razy. Zdjęcia na bloga musiałam zrobić właściwie za drugim razem bo po tym pierwszym to o brownie nie było już ani widu ani słychu... :) To takie ciasto - widmo. Jest i za chwile go nie ma. Niespodziewanie gdzieś znika... zanim zdążę je sfotografować... :P



 Brownie z gruszkami

Składniki:

  • 100 g masła
  • 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 100 g zmielonych orzechów laskowych
  • 60 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka wina likierowego Marsala
  • 4 średnie jajka
  • szczypta soli
  • 4 mocno dojrzałe gruszki
  • sok z cytryny (ile trzeba)

Procedura:

Foremkę kwadratową o boku 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Gruszki obrać, przekroić na pół i wydrążyć nasiona, polać sokiem z cytryny, aby owoce nie ściemniały; można owoce ponacinać aby lepiej się upiekły. Piekarnik nagrzać do 180°C. Masło roztopić z czekoladą w kąpieli wodnej (lub jak ja w mikrofalówce). Wlać Marsalę i ostudzić. W tym czasie ubić żółtka z cukrem, dodać przestudzoną masę czekoladową i wsypać zmielone orzechy. Białka ubić ze szczyptą soli i dodać w trzech partiach do pozostałych składników; mieszając ostrożnie łopatką od góry do dołu. Ciasto przelać do foremki i ułożyć gruszki. Pieczemy ok. 20-30 min. aż gruszki będą miękkie, a patyczek wetknięty w ciasto suchy. Studzimy.

poniedziałek, 1 września 2014

Ciasto kakaowe z gruszkami, czekoladą i płatkami owsianymi


Jak to zwykle u mnie bywa, kiedy wracam z pobytu w Polsce, zabieram zawsze ze sobą jakieś drobne "kulinarne" pamiątki. Co to niby ma być? Ano jakieś akcesoria do kuchni (do pieczenia przede wszystkim) lub po prostu książki czy czasopisma. Przepis na ciasto, które dziś proponuję pochodzi właśnie z takiej małej książeczki - dodatku do jednego miesięcznika ukazującego się w Polsce (szczegóły jak zawsze poniżej). Z racji tego, że gruszek u mnie sporo (teściowie sowicie mnie w nie zaopatrzyli również w tym roku ;-) nie mogłam upiec nic innego jak coś na iście gruszkową nutę. Oryginalny przepis nieco pozmieniałam do swoich upodobań (zredukowałam znacznie ilość gruszek- w oryginale aż 10 sztuk! i proszku do pieczenia - tam były zalecane 3 łyżeczki) i wyszło z tego niezłe ciacho. Muszę przyznać, że po skosztowaniu stało się ono jednym z moich ulubionych wypieków z gruszkami. Ważne aby używane tu owoce osiągnęły właściwą dojrzałość i nie były twarde, wtedy ciasto powinno wyjść przyjemnie wilgotne, puszyste, "łamliwe"i delikatne. Pychota!



 Ciasto kakaowe z gruszkami, czekoladą i płatkami owsianymi

Składniki:
  • 5 średnich, dojrzałych gruszek
  • 150 g masła w temp. pokojowej
  • 140 g cukru
  • 3 jajka
  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 125 ml mleka
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 1 łyżka gorzkiego kakao
  • 5 łyżek płatków owsianych
  • szczypta cynamonu (dałam więcej)
  • szczypta gałki muszkatołowej (dałam więcej)
  • sok z cytryny (ile trzeba - do posmarowania gruszek aby nie ściemniały)
  • cukier puder do dekoracji (ile trzeba)

Procedura:

Wszystkie składniki doprowadzić do temperatury pokojowej. Gruszki umyć i obrać. Usunąć gniazda nasienne i pokroić w grubą kostkę. Miękkie masło zmiksować z cukrem i jajkami na puszystą masę. Wsypać na raz przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i płatki owsiane. Dodać cynamon, gałkę muszkatołową i wlać mleko. Wszystko krótko wymieszać łopatką na jednolite ciasto a potem dodać jeszcze pokrojoną na kawałki czekoladę i znów wymieszać, tylko do dokładnego połączenia się składników. Tortownice 22 cm wyścielić papierem do pieczenia lub nasmarować tłuszczem i oprószyć mąką. Przelać do niej 2/3 ciasta, wyłożyć na to gruszki (odsączone z nadmiaru soku) a następnie przykryć pozostałym ciastem. Piec ok 1 h w 200°C (u mnie tylko 50 min.) Wyjąć z piekarnika i odstawić do całkowitego wystygnięcia. Przed samym podaniem posypać cukrem pudrem.   

Źródło: Dodatek do wrześniowego numeru polskiego czasopisma "Dobre Rady"z 2014 roku - tytuł książeczki: "Ciasta z owocami"



czwartek, 14 sierpnia 2014

Lody brzoskwiniowe (Ghiaccioli alla pesca)


Niespodzianka! Oto wracam do Was przed czasem ze świeżutkim postem po momencie głębokiej refleksji i letniej przerwie. Tęskniliście za nowym materiałem? Jakby nie było to moja przerwa tak naprawdę wcale jeszcze się nie skończyła a owa refleksja przyczyniła się do narodzenia w mojej głowie idealnej opcji dla tego bloga: otóż nie będę pisać już postów dlatego bo ktoś ich ode mnie oczekuje, naciska itd. lub po prostu lecąc za wszelką cenę na łeb na szyję, jakby w jakimś chorym współzawodnictwie, z innymi podobnymi blogami... zamierzam od dziś pisać kiedy mi się zachce, kiedy najzwyczajniej mnie najdzie i bez jakiejkolwiek systematyczności. Bez oczekiwania na oklaski, na nagrody czy jakieś specjalne wyróżnienie. Mój blog będzie takim blogiem jakby zawieszonym w czasie, "ponad-zgiełkowym" i mam nadzieje przytulnym dla wszystkich, którzy zechcą go odwiedzić; najzwyczajniej w świecie taką małą, słodką przystanią ;)
No dobrze. Wciąż tu u mnie gorąco i właśnie ochładzam się pysznymi i jakże banalnymi lodami brzoskwiniowymi domowej roboty. I to obowiązkowo w dobrym towarzystwie mojego kochanego męża i synka :) Pierwszy zgodnie stwierdził ze są wspaniałe i bardzo orzeźwiające, a drugi to w zaledwie paru sekundach stał się prawdziwym "ekspertem" od maminych lodów (chociaż jak dotąd nigdy ich sam nie jadł w tej formie :) Tak go wiec obserwowałam jak on to sobie zadowolony podlizuje i podgryza; no po prostu ogromna radość! Lody, które Wam dziś serwuje nie zaliczają się do tych klasycznych lodów z dodatkiem śmietany; to jedynie owoce zmiksowane z wodą i syropem cukrowym i kolejno zamrożone; bardziej przypominają mrożony sorbet na patyku, choć sorbetem nie są. Straszne zamieszanie z tymi nazwami. Szkoda ze w polskim języku brakuje specyficznych słów do nazwania rzeczy po imieniu. Dla Włochów np. tego typu lody to tzw."ghiaccioli" co brzmi bardzo trafnie i jak się nie mylę także Anglicy mają na nie swoje określenie odmienne od "ice cream". Jeśli dobrze pamiętam to niejakie "popsicles" lub "poptails". Może jest wśród Was ktoś kto wie lepiej i nas oświeci ;)


Lody brzoskwiniowe (wł. "ghiaccioli alla pesca")

Składniki:


  • 300 g świeżych brzoskwiń, już obranych ze skórki i wypestkowanych (ok. 3 -4 brzoskwinie)
  • 60 g cukru (jeśli wolicie lody zdecydowanie bardziej słodkie to odsyłam Was do linku oryginalnego pod spodem; ja znacznie zredukowałam proporcje cukru i wody do moich upodobań!) 
  • 150 ml wody



Procedura:

Potnijcie obrane i wypestkowane brzoskwinie na kawałki i zmiksujcie je wraz z 50 ml wody. W osobnym naczyniu umieśćcie cukier i wlejcie do niego pozostałe 100 ml wody. Doprowadźcie do wrzenia i gotujcie przez jakieś 10 - 15 min. , aż otrzymacie syrop.  Zdejmijcie z ognia i jeszcze ciepły przelejcie do zmiksowanych z wodą brzoskwiń. Pozostawcie do ostudzenia w temp. pokojowej, mieszając całość od czasu do czasu. Przelejcie potem gotowy mix do foremek na lody (u mnie formy parasolki) i wsadźcie do zamrażalnika na 8 h lub jeszcze lepiej na całą noc. 

środa, 25 czerwca 2014

Migdałowe pocałunki damy z czekoladą (Baci di dama alle mandorle con cioccolato)


Pocałunki damy... bardzo intrygująca i romantyczna nazwa ciasteczek, prawda? No cóż, Włosi są dobrzy w wymyślaniu ciekawych nazw do wypieków (pamiętacie choćby "chleb umarłych", który serwowałam Wam na Wszystkich Świętych? Dla przypomnienia link tutaj ). Co do owych "całuśnych" ciasteczek to wywodzą się one z miasta Tortona w regionie Piemontu i według oryginalnej receptury do ich przygotowania używano przede wszystkim orzechów laskowych; dziś jednak istnieje wiele wariantów i wiele przepisów - ja przybliżam Wam wersje z migdałami, którą to wygrzebałam z mojego cennego, prywatnego "włoskiego archiwum przepisów" ;) Skąd więc ta nazwa "pocałunki damy"? Ano ciasteczka mają jakby przypominać wyglądem i konsystencją kobiece usta, lekko i nieśmiało uchylone do pocałunku - takie właśnie delikatne, słodkie, subtelne i eleganckie pocałunki "z klasą", jak te od prawdziwej, dystyngowanej damy (przynajmniej tak to sobie wyobrażają Włosi ;) i niech im będzie, choć ja jakoś owego podobieństwa nie mogę się tak bardzo dopatrzyć. A Wy?


p.s. to już ostatni post czerwcowy i ostatni na jakiś czas... - blog stanie w miejscu na cale 2 miesiące bo wybieram się na wakacje, planowane już od dawna i nie uda mi się raczej nic nowego "wrzucić". Nie rozpaczajcie jednak bo nie opuszczam Was na zawsze! (przynajmniej tak myślę he he) Jak wszystko pójdzie według zamierzeń powrócę do pisania we wrześniu lub październiku - jednak ze znacznie mniejszą częstotliwością! Ostatnio zdałam sobie sprawę, że blog, który początkowo z założenia miał być moim "przyjemnym hobby" w wolnych chwilach stał się prawie "ciężkim obowiązkiem" i "zjada" mi za dużo czasu, spychając w cień inne ważne dla mnie aspekty życia prywatnego, stąd posty będą się pojawiać znacznie rzadziej (nie chce podawać precyzyjnie co ile czasu, bo to znów byłoby jakieś ograniczenie i stawianie sobie niepotrzebnie "poprzeczek"). Mam nadzieje ze mnie zrozumiecie i mimo wszystko dalej zechcecie mnie wiernie śledzić :) Tymczasem żegnam się z Wami wysyłając "całuski" (te prawdzie, lub wirtualne jak kto woli ;) i te od włoskich ciastek - choć za prawdziwą damę się nie uważam he he :P Do następnego razu!


 Migdałowe pocałunki damy z czekoladą (wł. "baci di dama alle mandorle con cioccolato") 

Składniki:

  • 130 g mąki
  • 120 g cukru
  • 100 g masła
  • 150 g migdałów (użyłam gotowej mąki migdałowej)
  • 50 g gorzkiej czekolady do przełożenia

Procedura:


Pokroić masło na kawałki i pozostawić je w temp. pokojowej do zmięknienia. Poszatkować drobno migdały (jeśli nie używacie jak ja gotowej mąki migdałowej). W obszernej misce połączyć razem zmielone migdały z przesianą mąką, cukrem i miękkim masłem i wyrabiać starannie ciasto, tak aby wszystkie składniki rozprowadziły się równomiernie. Formować z surowego ciasta kulki wielkości 2-3 cm i przyklepać je lekko po spodniej części, tej która będzie dotykać blachy (nie przyklepujemy ich z wierzchu!). Tak przygotowane kulki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piec w nagrzanym piekarniku w temp. 160°C. Wyjąć i pozostawić do całkowitego ostudzenia bez przenoszenia ich na kratkę (ciasteczka po upieczeniu będą bardzo łamliwe i lepiej ich zbytnio nie dotykać; po ostudzeniu staną się twardawe i chrupkie). W międzyczasie połamać czekoladę na kawałki i roztopić ją w kąpieli wodnej lub mikrofalówce ustawionej na średnią moc. Odstawić ją kolejno na bok na kilka chwil; do czasu, aż stanie się na tyle gęsta, że da się nią przekładać ciasteczka (w dalszym ciągu musi być jednak w stanie płynnym!). Gdy czekolada jest gotowa posmarować nią spodnią stronę jednego ciasteczka i przyłożyć do niego drugie, zlepiając je razem. Odkładać na blaszkę i pozostawić do całkowitego zastygnięcia czekolady.


Źródło Karty z przepisami  do wypieków ciasteczek i innych małych słodyczy włoskiego wydawnictwa Giunti. Niestety nie zachowałam od nich puszeczki, na której były podane szczegóły i autorzy, więc nie mogę nic więcej zdradzić.



piątek, 13 czerwca 2014

Ciasteczka "Misie"


Ciasteczko ciasteczku nierówne ;) Już dawno chciałam upiec te misie. Widziałam je na paru blogach i zawsze wprawiały mnie w głęboki zachwyt. Z racji tego, że mam małego synka, który właśnie kocha wszystkie pluszaki itp. o kształcie miśków wszelakich to nie mogłam nie zrobić mu tej "słodkiej" niespodzianki :) Tak się składa, że ciasteczka upiekłam na Dzień Dziecka,  jednak nie udało mi się zamieścić wpisu na czas - ale co tam! Nie będę trzymać tych fotek do następnego roku, bo kto wie co mi los przyniesie i czy blog będzie dalej aktywny eheh; a tu chyba przecież nie zginą a przepis może się komuś przydać :) Co jest urzekającego w tych ciasteczkach obok sympatycznego, bajkowego kształtu? Przede wszystkim sposób ich przygotowania, do którego nie potrzeba żadnych specjalnych foremek a po prostu szklanki, kieliszki rożnych rozmiarów :) Musze jednak przyznać ze ciasteczka są pracochłonne a surowe ciasto przy wałkowaniu i wycinaniu dosyć kapryśne, ale warto się pomęczyć bo efekt jest tego absolutnie wart. :) A wiec do dzieła!

Ciasteczka "Misie"

Składniki:
  • 230 g mąki + 2 łyżki mąki (dałam jedną)
  • 200 g miękkiego masła
  • 100 g cukru pudru
  • 30 g kakao
  • 1 żółtko
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • 50 g białej czekolady
Procedura:

Miękkie masło zmiksować z cukrem pudrem na puszystą masę. Dodać żółtko i kilka kropel aromatu waniliowego, ponownie wymieszać (tylko do połączenia składników).
Następnie do masy wsypać mąkę i wyrobić gładkie, jednolite ciasto. Podzielić je na dwie równe części. Do jednej dodać 2 łyżki mąki, a do drugiej kakao. Obie kulki zagnieść do połączenia składników, następnie zawinąć w folię i włożyć do lodówki (przynajmniej na 30 minut).
Schłodzone ciasto rozwałkować na cienkie placki (o grubości ok. 5 mm), następnie wycinać duże koła (ok. 7 cm średnicy) i małe koła (ok. 4 cm średnicy) – na jedno duże jasne kółko przypadają 2 ciemne mniejsze koła i na odwrót.
Na dużym białym kółku ułożyć jedno całe brązowe kółko (to będzie nos), drugie mniejsze, brązowe kółko przekroić na pół, umieścić je pod białym dużym kółkiem, tak, aby większa część wystawała (to będą uszy) - ja dociskałam starannie uszy do głowy i nie podkładałam ich pod sp
ód.
Ciasteczka piec w piekarniku rozgrzanym do 180°C przez około 12-14 minut (aż się lekko zarumienią) - u mnie tylko 9 min. Następnie ostudzić je na blasze i udekorować.
Gorzk
ą i białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce (w dwóch oddzielnych miseczkach), następnie umieścić w szprycy i udekorować nią ciasteczka. Pozostawić do całkowitego zastygnięcia czekolady.